Przyszłość siatkówki w Polsce

Pokazowy mecz pomiędzy gigantami Plus Ligi był przerywnikiem trwającego w dniach 24-26 września I Ogólnopolskiego Turnieju Piłki Siatkowej Juniorów im. Arkadiusza Gołasia. W sobotnim spotkaniu zagrało kilku graczy, którzy występowali z tragicznie zmarłym siatkarzem w drużynach juniorskich.

Turniejowi młodzieżowemu towarzyszyły duże emocje, a przysłowiową wisienką na torcie były dwa ostatnie spotkania. Podczas weekendu kibice mogli oglądać bezpośrednie zaplecza zespołów takich, jak ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, czy finalistów Skry Bełchatów i Resovii Rzeszów. Za parę lat niektórzy z tych siatkarzy będą kontynuować karierę w seniorskich klubach.

Mecz o trzecie miejsce rozegrany został pomiędzy drużynami Metro Warszawa oraz Czarni Radom. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zauważyłem, że wyższą średnią wzrostu legitymuje się drużyna warszawska. Jednak nie zawsze musi się to przekładać na wynik.

Pierwszy set rozpoczął się od wyrównanej gry. Mimo kilku błędów, głównie zepsutych serwisów oraz autowych ataków, drużyny grały całkiem dobrze. Większość akcji kończyła się w pierwszym tempie, najczęściej skrzydłami. Bardzo podobało mi się zaangażowanie obu zespołów, szczególnie gra obronna. To właśnie przedłużone akcje stanowiły klucz do zwycięstwa. Zdecydowanie lepiej w kontrach radzili sobie juniorzy z Radomia. Zwyciężyli 25:16 (8:5, 16:11). W tym fragmencie z Czarnych Radom wyróżniłbym… całą drużynę. Wiele w ekipie przeciwnej zależało od „wieżowca” z numerem 6, który w dwóch setach pełnił rolę atakującego, natomiast trzeci set rozpoczął w kwadracie, ale zmienił środkowego i radził sobie w tej roli bardzo dobrze. Read more of this post

Korespondent

Z radością przyjąłem fakt, iż moja relacja dotycząca sobotniego spotkania pomiędzy Tytanem AZS Częstochowa a Asseco Resovią Rzeszów przypadła do gustu redaktorom oficjalnych stron obydwu klubów. Read more of this post

Święto siatkarskie

25 września 2010 w hali sportowej im. Arkadiusza Gołasia przy Publicznym Gimnazjum Nr 1 w Kraśniku odbył się pokazowy mecz pomiędzy gigantami Plus Ligi Tytanem AZS-em Częstochowa a Asseco Resovią Rzeszów. Drużyny przystąpiły do rywalizacji w następujących składach:

Resovia Rzeszów:

1. Ilić Ivan

3. Grzyb Wojciech

4. Buszek Rafał

7. Akhrem Aleh

8. Baranowicz Michał

11. Kosok Grzegorz

12. Perłowski Łukasz (kapitan)

13. Peszko Jakub

16. Długosz Kamil

17. Głód Tomasz (libero)

trener: Ljubomir Travica

AZS Częstochowa:

1. Hrazdira Michał

2. Gierczyński Krzysztof

6. Murek Dawid (kapitan)

7. Drzyzga Fabian

8. Janeczek Bartosz

10. Gradowski Wojciech

11. Sobala Wojciech

13. Hebda Miłosz

14. Oczko Jakub

17. Dębiec Michał (libero)

trener: Marek Kardos

Na lewej, szczęśliwej stronie, stoją siatkarze AZS-u

Na lewej, szczęśliwej stronie, stoją siatkarze AZS-u

Zawodnicy Resovii na zwycięskiej połówce

Zawodnicy Resovii na zwycięskiej połówce

Obydwa zespoły grały w nieco okrojonych składach, ponieważ udostępniły kilku reprezentacjom swoich zawodników na rozpoczęte tego samego dnia mistrzostwa świata. W rzeszowskiej drużynie brakowało Mateja Cernica (Włochy), Georga Grozera (Niemcy), Ryan’a Millar’a (USA) oraz Krzysztofa Ignaczaka. Z Częstochowy do Włoch wyjechał natomiast Piotr Nowakowski. Z powodu kontuzji w ekipie z Rzeszowa zabrakło Tomasza Józefackiego oraz Mateusza Miki (kontuzję odniósł w Kraśniku, na siłowni). Do nieobecnych po stronie AZS-u, jednak nie z powodów reprezentacyjnych, zaliczyć należy Łukasza Wiśniewskiego oraz Radosława Kolanka. Read more of this post

Tylko we Lwowie… cz. II

Pierwsza część gry, przez 40 minut wszystko zgodnie z planem

Po pierwszych dziesięciu minutach powody do zadowolenia mieli Niemcy. Karpaty pechowo straciły piłkarza w wyniku kontuzji spowodowanej faulem, a potem podyktowany został przeciw nim rzut karny, zamieniony na bramkę. Swoją drogą, trzeba mieć silne nerwy, aby wskazać na jedenastkę wiedząc, że wywoła to falę gwizdów. Potem gra BVB nabrała rumieńców, a sami zawodnicy byli nieco spokojniejsi. Po półgodzinie było już 2:0 dla gości. Od tego momentu stałem się pewny, że ten mecz będzie dla Niemców spacerkiem. Widać było, że przy odrobinie zaangażowania Karpaty stracą w drugiej połowie jeszcze kilka bramek, grając jednocześnie na zero z tyłu. Szybko przekonałem się, że niewiele jeszcze w życiu widziałem. Teoria nie równa się praktyce, a ludzie to nie maszyny, które pracują cały czas na identycznych obrotach. Nigdy nie należy mówić nigdy, bo w sporcie psychika ma znaczny wpływ na styl gry. Bez „otwartej” głowy umiejętności mogą nie być w pełni pokazane. Ani ukraińscy kibice, ani piłkarze Karpat, nie stracili wiary w korzystny wynik. Mimo straty dwóch goli grali całkiem nieźle. Udowodnili to tuż przed przerwą, kiedy zespołową akcję wykończyli celnym strzałem. Brak kapitana był w tym momencie odczuwalny, gdyż to właśnie linia obrony dała plamę, a bramkarz nie podjął próby obrony strzału. Po kontaktowej bramce na stadionie zapanowała euforia. Read more of this post

Tylko we Lwowie… cz. I

Co jest grane?

16 września 2010 w całej Europie rozpoczęły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Europy. Jedynym polskim przedstawicielem w dawnym Pucharze UEFA jest Lech Poznań, któremu udało się we czwartek wydrzeć remis Juventusowi Turyn. Ja jednak nie mogłem obejrzeć tego meczu na żywo w TV, gdyż znajdowałem się w tym czasie we Lwowie, gdzie miejscowe Karpaty podejmowały na stadionie „Ukraina” drużynę Borussi Dortmund. Polskim akcentem tego meczu był występ, w drugiej połowie, dwóch Polaków.

Spodziewane i niespodziewane wydarzenia

Tuż po przekroczeniu ukraińskiej granicy zaczęły się pierwsze atrakcje. Obok kantorów wymiany walut stoją budki, gdzie można zakupić słodycze, odzież oraz „keczup” (wysokoprocentowy) po niskich cenach. Polecam osobiście buty sportowe, które są bardzo wygodne i wytrzymałe.

Potem uczestnicy wycieczki mogli się przekonać, jak wielki respekt, lub strach, budzi na Ukrainie policja. Ta służba mundurowa włączyła się w organizację meczu i dostała rozkaz eskortowania autokarów z kibicami od samej granicy aż do stadionu. Jeden z radiowozów pilotował również nas. Po drodze znalazł się tylko jeden śmiałek, który zdecydował się wyprzedzić naszą obstawę. Reszta, łącznie z ciężkimi pojazdami ciężarowymi, zjeżdżała po obu stronach drogi na pobocze. Wzbudziło to spory entuzjazm oraz wesołość, szczególnie po przejechaniu policjantów na czerwonym świetle. Ponieważ mieliśmy w przedmeczowych planach krótkie postoje przed supermarketem i w okolicach rynku, podziękowaliśmy ślicznie za fatygę i rozstaliśmy się ze służbami tuż przed wjazdem do Lwowa.

Następnie zwiedziliśmy jeden ze lwowskich dużych sklepów, a potem, uradowani zakupami, udaliśmy się na Stare Miasto. Muszę przyznać, po cichu liczyłem, że zobaczę czy we Lwowie trwają prace związane z organizacją Euro 2012. Niestety nie miałem okazji oglądać budowy nowego stadionu, jednak nasz autokar mijał robotników wylewających asfalt. Zrobiło to na mnie fatalne wrażenie, ponieważ Ukraińcy używali nienajlepszego sprzętu. Część pracujących siedziała bezczynnie i przyglądała się, co robią inni. Niektórzy nierówności asfaltu wyrównywali piętą. Kierowca stwierdził, że jeszcze tydzień wcześniej nikt nie remontował owej ulicy, więc prace musiały trwać na trzy zmiany dziennie. Read more of this post

Folder (nie)prawdę Ci powie…

Jakże często w ostatnich latach można było usłyszeć w mediach o niesumiennych biurach podróży, nie potrafiących przywieźć turystów z powrotem do kraju. Od dawna też znane są przypadki nieuczciwych zagranicznych kontrahentów, którzy korzystają na manipulowaniu informacjami dotyczącymi liczby gwiazdek proponowanych hoteli. Jednak co robić w przypadku, gdy na temat jakiegoś miasta nieuczciwie informują foldery, lub gdy same władze zachowują się nieprofesjonalnie?

Jest to bardzo kłopotliwa sytuacja, kiedy okazuje się, że należy tworzyć opis czegoś, co lata świetności ma już dość dawno za sobą. Najpopularniejszą sztuczką w tym względzie jest, co osobiście uważam za niemałą bezczelność, umieszczanie w takich folderach starych zdjęć. Świetnie jest się odwołać do historii – jakież to było wspaniałe miejsce! A wokół miasta spotkać mogłeś kiedyś turysto malownicze szlaki, piękne widoki. Nawet jeśli teraz jest tam zabita deskami wiocha, to który zwiedzający udowodni, że kiedyś nie było inaczej? Natomiast obecny stan niektórych miejsc pominąć można dyplomatycznym milczeniem, a ładne miejsca szeroko opisać poetyckimi słowami. Przykładowo most – no, niby nic szczególnego, drewniane dechy, niska barierka (niedawno odmalowana przynajmniej). Ale w folderze jest to uroczy mostek, w innym miejscu nazwany jeszcze dodatkowo romantycznym. Nawet na najlepszym zdjęciu mojego zachwytu nie budzi, chociaż same słowa pobudzają wyobraźnię. Bo jak jest coś niebrzydkiego, to warto napisać o tym nawet dwukrotnie.

Takie opisy mają małą wartość merytoryczną, bowiem mam wrażenie, że zwiedzam zupełnie coś innego, niż wynikałoby to z reklamy. Jestem wręcz wściekły, nie dotarłem przecież na ten romantyczny mostek i nie widziałem za miastem ładnych widoczków. Może to ja mam jakieś inne spojrzenie? Albo opis przeznaczony jest dla mało wymagających osób, zupełnie jak komedie klasy B, hotele za 20 zł/dobę lub restauracje, gdzie serwują tylko wątróbkę. Nic nowego, po 20 latach kapitalizmu niektórzy nadal hołdują podejściu rodem z PRL: „Czy się stoi, czy się leży, 1000 złotych się należy”. Starać się nie trzeba, przyjdzie turysta (zachęcony pięknym opisem), powzdycha nad romantycznymi ruinami, obowiązkowo zostawi dużo kasy i niech wraca skąd przyszedł. Jeśli jest obcokrajowcem, to niech uczy się polskiego, bo nie pogada sobie, nie poczyta opisów w muzeach i ewentualnie przed budynkami. To przecież wstyd, żeby w Polsce trzeba było umieć porozumiewać się w innym języku. Nadal wśród części osób panuje moda na bylejakość, niedbalstwo i lenistwo. Potem niektórzy mistrzowie w nic nie robieniu znajdują godnych siebie następców i uczą ich swej sztuki. A kiepska sytuacja trwa nadal. Read more of this post

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.