Włoska robota

Niektórzy kibice, dziennikarze oraz zawodnicy i trenerzy już od początku włoskich mistrzostw świata czuli niesmak wobec przeforsowanego przez gospodarzy systemu rozgrywek. Ewidentnie został wymyślony pod takie reprezentacje jak Italia, którym zdarzają się duże wahania formy, a jednocześnie potrafią się skupić na najważniejszych meczach. Jawną niesprawiedliwością jest anulowanie w kolejnych rundach wyników osiąganych we wcześniejszych fazach. Moim zdaniem mistrz świata powinien być wyłoniony spośród zespołów, które odnosiły w turnieju same zwycięstwa.

Niesprawiedliwy system rozgrywek powoduje, że tłumnie zgromadzeni na halach kibice muszą oglądać czasem takie mecze, jak pojedynek Bułgarii z Brazylią 2 października. Europejski zespół wystąpił w rezerwowym składzie. Natomiast Brazylijczycy wystawili z podstawowej „7” aż czterech zawodników. Wystąpiło natomiast dwóch atakujących, z których jeden miał za zadanie rozgrywać (czy ktoś wyobraża sobie Miljkovicia lub Wlazłego na rozegraniu?). Żal mi, że mecz ten firmowany był przez nazwiska brazylijskich gwiazd, takich jak Giba, Dante czy Vissotto. Takie spotkanie to całkowita antyteza siatkówki. Trybuny ostentacyjnie manifestowały swoje niezadowolenie. Część publiczności pokazywała plecy siatkarzom brazylijskim. Canarinhos psuli zabawę wszystkim poprzez swoje negatywne nastawienie.

Już w pierwszej fazie dochodziło do pozorowania gry, choćby w meczu Polska – Serbia, rywale Polaków jednak honorowo wygrali seta, nie było to tak jaskrawe.

Wolałbym nie oceniać tych wszystkich wydarzeń zbyt surowo. Komentatorzy podczas transmisji określili system grania przymiotnikami w stylu „przeforsowany przez mafijne układy”. Wojciech Drzyzga słynie z ostrych komentarzy i z pewnością nie boi się wygłaszać swoich opinii. Ja wolałbym myśleć, że postawa Brazylii to dobitny pokaz tego, co Bernardo Rezende uważa o skandalicznych decyzjach federacji w sprawie systemu rozgrywek.

Mecze półfinałowe oraz finał rozegrane zostaną w Rzymie. Polacy jednak zamiast rzymskiej hali zobaczyli lotnisko. Biało-czerwoni zakończyli drugą fazę bez wygrania nawet seta, a w całym turnieju sklasyfikowani zostali na miejscach 13-16. Po wspaniałym początku, kiedy to w dobrym stylu wygrali trzy mecze, polscy siatkarze zawiedli nadmiernie rozbudzone oczekiwania.

Pierwsza faza to zwycięstwa kolejno z Kanadą 3:0, Niemcami 3:2 oraz Serbią 3:1. szczególnie dobre było, zakończone tie-breakiem, spotkanie z naszymi sąsiadami. Zarówno Niemcom jak i Polakom nie w głowie było kombinowanie, szczególnie po porażce Serbów w meczu z Kanadyjczykami. Mieszkańcy Bałkanów podobną formę pokazali z naszymi reprezentantami i przegrali 1:3.

Ostatecznie z naszej grupy awansowały trzy europejskie reprezentacje. Jak się okazało, to zwycięzca grupy trafił najgorzej, tj. do grupy N(ajcięższej) z Brazylią oraz Bułgarią. Canarinhos zajęli w pierwszej fazie miejsce drugie, natomiast Bułgarzy trzecie. Stąd taki a nie inny zestaw. Gdyby złoty oraz brązowy medalista MŚ 2006 zaprezentowali już na początku dobrą dyspozycję, to za rywali Polska miałaby Kubę oraz Czechy. Teraz to już historia, bowiem niedzielny wieczór polscy siatkarze spędzą w domach.

Faworytów upatruję w Brazylijczykach. Ciężko nie wracać do roku 2006, ponieważ porównanie narzuca się samo. Mimo, że ich obecna drużyna nie prezentuje się już tak wspaniale, to potrafi wygrać z każdym rywalem, nawet nie grając genialnego pojedynku. Obok Canarinhos bardzo mocni wydają się być Włosi, którzy wygrywają dotychczas mecz za meczem. W ewentualnym finale mogą znów pokazać się z dobrej strony i przywrócić swój kraj na szczyt. Po kilku latach kryzysu i budowania ligi głównie siłą obcokrajowców, byłby to powrót króla na tron. Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku na Włochów nie było mocnych w Lidze Światowej. Sława włoskiej ligi przekłada się na to, że włoscy trenerzy są teraz chętnie zatrudniani nie tylko przez rodzimą reprezentację. Jako brązowego medalistę typuję Francuzów, których jeszcze niestety nie widziałem. Jednak ich wyniki z tego turnieju idą w świat. Oni również mają mentalność zwycięzców, mogą powalczyć z każdym. Nie przestraszą się na pewno jeśli na ich drodze do półfinału staną Rosjanie czy Kubańczycy. Kolejka po najgorsze dla sportowców czwarte miejsce jest całkiem długa. Przez kolejne fazy mogą się przebić Serbowie, Kubańczycy, Amerykanie, Argentyńczycy, Niemcy lub Rosjanie.

Polscy siatkarze mogą mówić nie tylko o ogromnym pechu, ale także o fatalnej atmosferze, jaka się wokół nich wytworzyła w polskich mediach. Nie ma chyba drugiej takiej drużyny na świecie, której wcześniejsze sukcesy zamykałyby drogę do kolejnych. Kiedy tylko nasza reprezentacja daje nam powód do dumy, natychmiast staje się murowanym faworytem do złota podczas najbliższej imprezy rangi mistrzowskiej. Znów balon pompowany jest do granic możliwości, a podczas turnieju przychodzi któryś z rywali ze szpilką i…

Podczas ME 2007 w Rosji wicemistrzowie świata (gorsi tylko od Brazylii), musieli być najlepsi na Starym Kontynencie. Przecież skład postarzał się zaledwie o rok, był po dobrym sezonie ligowym, a konkurencję na świecie stanowiła tylko Brazylia (ewentualnie Amerykanie, zabierając nam trzecie miejsce w LŚ, ale oni też są spoza Europy). Turniej z 2007 roku pokazał, że Polakom niezwykle niewygodnie gra się w roli faworytów, a balonik przekłuli Belgowie. Mistrzem Europy zostali nic nie znaczący wcześniej (ani później) Hiszpanie. Media przeżyły szok, namaszczeni na mistrzów Europy Polacy zajęli 11. miejsce. Przed wyjazdem biało-czerwoni chyba naprawdę uwierzyli w swój wspaniały styl gry, oraz geniusz trenera, potrafiącego świetnie przygotować do imprezy.

Nadszedł czas weryfikacji Raula Lozano, która miała nastąpić po Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. W międzyczasie zacięty opór stawiali wicemistrzom świata siatkarze z Łotwy, Czarnogóry, a przede wszystkim z Belgii. Jednak mimo nieudanej imprezy w Rosji udało się polskiej reprezentacji wzbudzić w kibicach nieśmiałą nadzieję na olimpijski medal. W 2008 roku polskie media trąbiły o Polakach jako o drugiej drużynie świata, a nie jedenastej Europy, mimo że nasza największa nadzieja, Mariusz Wlazły, miała przed olimpiadą poważne problemy zdrowotne. Powrót tego atakującego dawał wiarę, że nastąpi małe deja vu z roku 2006. W poolimpijskich wywiadach niektórzy polscy siatkarze podkreślali, że czuli się mocniejsi podczas igrzysk niż w czasie niezwykle udanego czempionatu światowego. Rzeczywiście radzili sobie bardzo dobrze, dopóki w ćwierćfinale naprzeciw nich stanęli Włosi. Biało-czerwonym od lat nie pasuje włoski styl gry. Zostali sklasyfikowani na miejscach 5-8. I znów brak medalu spowodował zagęszczenie atmosfery. Kolejne zachowania Argentyńczyka coraz bardziej wzburzały opinię publiczną, szczególnie że Lozano umywał ręce. Denerwowały jego dumne wypowiedzi, długie urlopy w Argentynie, brak obserwacji polskiej ligi oraz postępowanie z młodymi talentami podczas zgrupowań reprezentacji. Później wyszło na jaw, że podczas treningów Kurek i Bartman służyli głównie do podawania piłek. Podczas meczów Bartosz miał problemy z precyzją ataku, ponieważ nie trenował zbicia tylko rzucanie piłki (śmiech przez łzy).

Kiedy jeden Argentyńczyk był wrogiem publicznym numer jeden, drugi przeżywał akurat szczyt popularności. Daniel Castellani, mędrzec w okularach, w cuglach wygrywał rozgrywki ligowe w Polsce. Przejął po Ireneuszu Mazurze bardzo dobrze poukładany zespół, a poprzez dokupienie kilku gwiazd wzniósł drużynę na poziom niedostępny innym klubom. Pod jego okiem Skra Bełchatów wyrosła na coś w rodzaju reprezentacji Polski dla neutralnych kibiców. Nigdy jednak nie udało się tej drużynie dotrzeć do finału Ligi Mistrzów. Za kadencji Argentyńczyka bełchatowianie raz grali w Final Four, w roli gospodarza, ponieważ nie potrafili tego dokonać o własnych siłach. To trochę smutne, że pod „Profesorem” Castellanim Skra w najważniejszych meczach paliła się psychicznie. Oprócz tego były reprezentant Argentyny dość niechętnie przeprowadzał zmiany, nawet jeśli któryś z jego zawodników grał bardzo źle. Czasem marnował oczywiste szanse na odwrócenie losów meczu dzięki zmianom. Wszystkie te błędy powtórzyły się w reprezentacji.

W Polsce ludzie bardzo szybko zapominają. Związek nie bał się kolejnego Argentyńczyka i powierzył mu reprezentację. W tym czasie drużyna była zdekompletowana po ciężkim sezonie ligowym. Liga Światowa, w której Polska miała za rywali Brazylię, Wenezuelę oraz Finlandię, pokazała że w roku 2009 mamy mocno przeciętną reprezentację, inni natomiast (Finlandia) zrobili duże postępy. Nikt nie wspominał o japońskich mistrzostwach świata, srebrne medale jakby nieco zaśniedziały. Niefaworyzowana Polska miała jedynie nie przegrać wszystkich meczów w Turcji, bardzo liczono na przyzwoity wynik przeciw Niemcom. Grającym na luzie biało-czerwonym forma przyszła w dobrym momencie. Nie każdy mecz był łatwy, lekki i przyjemny, jednak same zwycięstwa przyniosły wielki sukces w postaci złotego medalu mistrzostw Europy. Jak tu nie być pewnym siebie, kiedy do złotego składu dołączyli Wlazły i Winiarski? W międzyczasie był Puchar Wielkich Mistrzów, w którym Polacy zaprezentowali się raczej kiepsko grając rezerwowym składem. Do aktualnego wicemistrzostwa świata doszedł złoty medal ME. Optymalny skład spowodował pompowanie balonu o nieznanych dotychczas gabarytach. Mistrzostwa Europy są co dwa lata, natomiast MŚ zdarzają się raz na cztery. Chyba nie wyobrażano sobie w Polsce miejsca niższego niż ósme. Jednak wiele głosów powtarzało chórem, że nie ma innej możliwości jak zwycięstwo w finale. A cóż ci biedni siatkarze mieli do powiedzenia w decydujących meczach? Każdą porażkę przed mistrzostwami tłumaczono ciężkimi przygotowaniami, a przecież inne reprezentacje też się przygotowywały (i umiały wygrywać). Profesor Castellani nieustannie czynił analogie do lata 2009, że podobnie przebiegały miesiące przed tureckimi mistrzostwami. Przesłanie było proste do rozszyfrowania – we Włoszech będzie tak samo. Media skwapliwie podchwyciły szumne wypowiedzi. Hasło „Jedziemy po złoto” stało się bardzo popularne. Jak się okazało, stało się ono gwoździem do trumny polskich siatkarzy.

Kolejny przykład złego wpływu mediów na sportową rzeczywistość to pseudoafera piłkarska. 3 października, od godziny 11, na kanale Polsat Sport, trwał program „Cafe Futbol”. Obok wielu tematów piłkarskich rozmawiano z Jackiem Zielińskim II, oraz innymi gośćmi, na temat afery po meczu kadry z Australią. W programie na żywo wyjaśniono, że rozdmuchaniem i wyolbrzymieniem wydarzeń skutecznie zajęły się media. Doszło do złamania regulaminu, tj. spóźnienia kilku graczy do hotelu. Nie stało się jednak na tyle dużo, aby media miały prawo robić z tego tragedię. To kolejny przykład roli mediów, które mają wielkie pole do popisu w kreowaniu rzeczywistości.

Wracając do siatkówki, w jednej grupie znaleźli się wszyscy medaliści MŚ 2006 i jeden z nich musiał odpaść. Padło na Polskę. Trudno, taki bywa sport. Zastanawiam się jednak jaka była atmosfera w kadrze w latach 70. Możliwe, że nadzieje również były spore, a przygotowania siatkarzy także filmowano. Z pewnością media nie osaczały reprezentantów ze wszystkich stron. Pewnie dlatego Polacy potrafili wygrać kilka ważnych turniejów przechodząc, wraz z trenerem, do legendy polskiej siatkówki jako najlepsza drużyna w historii.

Pozostaje mi już tylko spokojne obserwowanie drużyn uczestniczących w mundialu. Nadal można będzie delektować się pięknem gry. Czego i Wam życzę.

One Response to Włoska robota

  1. MSz pisze:

    W mojej ocenie błędem było “wyrzucenie” z kadry Żygadły. Jego dobra gra w championacie klubowym pokazała, że jest zawodnikiem mającym “papiery” na grę o najwyższe laury, a zarazem jest odporny psychicznie. Dodatkowym elementem jest to, że na co dzień gra we Włoszech, jest “oswojony” z tamtymi obiektami, co mogło pomóc naszej reprezentacji. Proponuję więc podziękować panu C. i chyba pora na trenera Polaka. Kandydata nie trzeba szukać długo, jest nim Krzysztof Stelmach.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.