Jest w Polsce coś, co nawet u ludzi przyzwyczajonych do wygód i życia w rozmiarze “king size”, budzi podziw. Architektura. Nawet kapryśnych obcokrajowców potrafi zachwycić w naszym kraju nie tylko rolniczy, różnokolorowy krajobraz. Mamy również wspaniałe zamki i kościoły, liczące sobie po kilkaset lat.
W maju 2009 roku byłem w mieście, które mogę nazwać perłą Lubelszczyzny. Znajduje się na północ od Zamościa, na południowy wschód od Lublina oraz na południe od Białej Podlaskiej, w odległości 25 km od granicy z Ukrainą. Pod względem liczby ludności ustępuje w województwie lubelskim, do którego “powróciło” w 1999 roku, tylko stolicy województwa. Przez kilkanaście lat było stolicą województwa chełmskiego. W ciągu kilku spędzonych tam godzin udało mi się zobaczyć jedynie najważniejsze miejsca, znajdujące się w pobliżu Placu Łuczkowskiego. Chełm jest miastem wielokulturowym, w przeszłości był potężnym ośrodkiem w tej części Rzeczpospolitej. Znajdują się tu przykłady budownictwa sakralnego i świeckiego. Katolicy, prawosławni oraz żydzi mieli swoje budowle służące do celów religijnych. Do przedstawicieli różnych wyznań należało też kilka szkół. Ciekawostką jest to, że szkoły rywalizowały ze sobą o miano najlepiej przekazującej wiedzę. “Wypuszczały” w świat tak dobrze wyedukowanych ludzi, że w drugiej połowie XVI wieku kilku polskich dostojników, którzy pełnili najważniejsze urzędy w państwie, pochodziło z Chełma.
Tuż po wizycie w ośrodku informacji turystycznej odwiedziłem kościół Rozesłania św. Apostołów. Jest to jeden z najpiękniejszych kościołów w Polsce. Z zewnątrz nie jest zachwycający. W środku zaś ta późnobarokowa budowla kipi od złota, pełno w niej rzeźb i obrazów. Nawet sufit jest ozdobiony malowidłami – skojarzyło mi się to od razu z freskami w Kaplicy Sykstyńskiej. Jednym słowem kościół robi wrażenie.
Następnym etapem były podziemia kredowe. Przez kilkaset lat wydobywano tam kredę. Teraz opuszczone korytarze, wzmocnione i zabezpieczone, są atrakcją turystyczną. Trasa wiedzie pod miastem, a dokładnie pod ulicami Chełma, którymi nazwane są korytarze. Nie byłoby to nadzwyczajne miejsce, bo przecież jeszcze w kilku miastach są podobne podziemia, gdyby nie legendarny duch – Bieluch. Krąży sobie w podziemiach nawiedzając turystów, kiedy znajdują się w najniżej położonej “sali”. Nie jest to typ groźny; wręcz przeciwnie – lubi ludzi, chętnie spełnia ich najskrytsze marzenia. Mówi głosem silnym, lecz przyjaznym. Podczas jego wizyty obowiązywał zakaz fotografowania. Było ciemno, a ducha podświetlono tylko jednym reflektorem o barwie… fioletowej. Odwiedził jeszcze turystów w dalszej części trasy, aby zaprezentować zespół “The Bieluch Band”. Spacer po podziemiach uatrakcyjnił swoim wykładem przewodnik, z naprawdę dużą wiedzą.
Po krótkim odpoczynku na Placu Łuczkowskiego, gdzie znajduje się zrekonstruowana studnia miejska, ruszyłem dalej. Wobec faktu, iż cerkiew pw. św. Jana Teologa zastałem zamkniętą, wyruszyłem w kierunku Bazyliki NMP, która znajduje się, w otoczeniu kilku budynków, na wzniesieniu. Obok bazyliki jest m.in. dom pielgrzyma a także, u podnóża wniesienia, stary cmentarz żydowski. Wchodząc schodami mijałem rzeźby – stacje drogi krzyżowej. Niestety z powodów podobnych jak w przypadku cerkwi nie udało mi zobaczyć panoramy Chełma z tarasu widokowego. Mimo to ze wspomnianego już wzgórza widać całkiem sporo. Ciekawym obiektem jest cementownia. Poza tym widać kolorowe blokowiska i mnóstwo zieleni.
Moim zdaniem Chełm, to idealne miasto na weekendowy wypad. Oprócz zwiedzania nie brakuje tam oczywiście miejsc, w których można zjeść, wypić i pobawić się. Warto odwiedzić to miasto, aby nie wstydzić się później, że bywa się w celach turystycznych za granicą, a nie odkryło się uroku i piękna polskich miast.


Najnowsze komentarze