Polska reprezentacja a polska liga

Tuż po MŚ w RPA, na których Polacy byli tylko widzami, reprezentacja piłkarska naszego kraju rozegrała kilka sparingów pod wodzą nowego selekcjonera. Moim zdaniem wybranie Franciszka Smudy nie było eksperymentem, zdecydowano się przecież zaufać jednemu z największych i najbardziej doświadczonych fachowców w kraju.

Franz przetestował ponad 50 zawodników, jednak nie udało mu się stworzyć drużyny zgranej, takiej za którą nie musielibyśmy się wstydzić. Mimo optymalnych warunków nasi piłkarze nie odnosili zwycięstw, przez co Polska spadła na dalekie miejsce w rankingu FIFA. Nawet trener Smuda pokazał kilka oznak zniecierpliwienia tą sytuacją. Read more of this post

Tylko we Lwowie… cz. II

Pierwsza część gry, przez 40 minut wszystko zgodnie z planem

Po pierwszych dziesięciu minutach powody do zadowolenia mieli Niemcy. Karpaty pechowo straciły piłkarza w wyniku kontuzji spowodowanej faulem, a potem podyktowany został przeciw nim rzut karny, zamieniony na bramkę. Swoją drogą, trzeba mieć silne nerwy, aby wskazać na jedenastkę wiedząc, że wywoła to falę gwizdów. Potem gra BVB nabrała rumieńców, a sami zawodnicy byli nieco spokojniejsi. Po półgodzinie było już 2:0 dla gości. Od tego momentu stałem się pewny, że ten mecz będzie dla Niemców spacerkiem. Widać było, że przy odrobinie zaangażowania Karpaty stracą w drugiej połowie jeszcze kilka bramek, grając jednocześnie na zero z tyłu. Szybko przekonałem się, że niewiele jeszcze w życiu widziałem. Teoria nie równa się praktyce, a ludzie to nie maszyny, które pracują cały czas na identycznych obrotach. Nigdy nie należy mówić nigdy, bo w sporcie psychika ma znaczny wpływ na styl gry. Bez „otwartej” głowy umiejętności mogą nie być w pełni pokazane. Ani ukraińscy kibice, ani piłkarze Karpat, nie stracili wiary w korzystny wynik. Mimo straty dwóch goli grali całkiem nieźle. Udowodnili to tuż przed przerwą, kiedy zespołową akcję wykończyli celnym strzałem. Brak kapitana był w tym momencie odczuwalny, gdyż to właśnie linia obrony dała plamę, a bramkarz nie podjął próby obrony strzału. Po kontaktowej bramce na stadionie zapanowała euforia. Read more of this post

Tylko we Lwowie… cz. I

Co jest grane?

16 września 2010 w całej Europie rozpoczęły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Europy. Jedynym polskim przedstawicielem w dawnym Pucharze UEFA jest Lech Poznań, któremu udało się we czwartek wydrzeć remis Juventusowi Turyn. Ja jednak nie mogłem obejrzeć tego meczu na żywo w TV, gdyż znajdowałem się w tym czasie we Lwowie, gdzie miejscowe Karpaty podejmowały na stadionie „Ukraina” drużynę Borussi Dortmund. Polskim akcentem tego meczu był występ, w drugiej połowie, dwóch Polaków.

Spodziewane i niespodziewane wydarzenia

Tuż po przekroczeniu ukraińskiej granicy zaczęły się pierwsze atrakcje. Obok kantorów wymiany walut stoją budki, gdzie można zakupić słodycze, odzież oraz „keczup” (wysokoprocentowy) po niskich cenach. Polecam osobiście buty sportowe, które są bardzo wygodne i wytrzymałe.

Potem uczestnicy wycieczki mogli się przekonać, jak wielki respekt, lub strach, budzi na Ukrainie policja. Ta służba mundurowa włączyła się w organizację meczu i dostała rozkaz eskortowania autokarów z kibicami od samej granicy aż do stadionu. Jeden z radiowozów pilotował również nas. Po drodze znalazł się tylko jeden śmiałek, który zdecydował się wyprzedzić naszą obstawę. Reszta, łącznie z ciężkimi pojazdami ciężarowymi, zjeżdżała po obu stronach drogi na pobocze. Wzbudziło to spory entuzjazm oraz wesołość, szczególnie po przejechaniu policjantów na czerwonym świetle. Ponieważ mieliśmy w przedmeczowych planach krótkie postoje przed supermarketem i w okolicach rynku, podziękowaliśmy ślicznie za fatygę i rozstaliśmy się ze służbami tuż przed wjazdem do Lwowa.

Następnie zwiedziliśmy jeden ze lwowskich dużych sklepów, a potem, uradowani zakupami, udaliśmy się na Stare Miasto. Muszę przyznać, po cichu liczyłem, że zobaczę czy we Lwowie trwają prace związane z organizacją Euro 2012. Niestety nie miałem okazji oglądać budowy nowego stadionu, jednak nasz autokar mijał robotników wylewających asfalt. Zrobiło to na mnie fatalne wrażenie, ponieważ Ukraińcy używali nienajlepszego sprzętu. Część pracujących siedziała bezczynnie i przyglądała się, co robią inni. Niektórzy nierówności asfaltu wyrównywali piętą. Kierowca stwierdził, że jeszcze tydzień wcześniej nikt nie remontował owej ulicy, więc prace musiały trwać na trzy zmiany dziennie. Read more of this post

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.